Plansze komiksowe jako sztuka współczesna

Czy wiecie czym są plansze komiksowe? Nietrudno lekko wysilić szare komórki i dojść do wniosku, że są to takie plansze, na których rysowane są komiksy. I bez wątpienia jest to prawda. Niemniej, w tych dwóch słowach mieści się coś więcej, a historia plansz dzieje się co najmniej dwutorowo.

Na jednym torze widzimy ilustratora, który siada do swojego biurka. Bierze duży arkusz papieru i rysuje. Potem bierze kolejny i tak aż do momentu, kiedy historia zostanie skończona. Potem wszystkie rysunki są skanowane, pędzą do drukarni, tam ktoś składa wszystko w całość by następnie inny ktoś mógł pójść do sklepu i kupić gotowy zeszyt.

Niestety, na tym etapie często dla większości odbiorców kończy się przygoda z komiksem jako takim.

Ale jest też drugi tor. Historia jest ta sama, ale ma nieco inne zakończenie. Bo gdy komiks trafi już na sklepową półkę, plansze komiksowe przestają być tylko nośnikiem kawałka historii. Stają się, choć tak naprawdę od samego początku były, kawałkiem sztuki. Sztuki bardzo współczesnej, świetnie wpisującej się w nurt popartu. Sztuki, która w Polsce jest jeszcze bardzo mało znana, ale powoli przedziera się do domów i biur. A dzieje się tak za sprawą pewnej osoby, z którą postanowiłem porozmawiać i dowiedzieć się czegoś więcej.

Przed Wami moja rozmowa z Markiem Kasperskim, właścicielem sklepu, choć właściwie powinienem napisać galerii sztuki, ArtKomiks.pl

Z rozmowy dowiedzie się czym są plansze komiksowe, a także dlaczego jest to kawał prawdziwej sztuki. No i o tym, czy warto je kolekcjonować.

 

Plansze komiksowe
Plansze komiksowe

Co to są plansze komiksowe? Świetnie pokazuje powyższa ilustracja, na której można prześledzić proces powstawania gotowej strony do komiksu. Od lewej – szkic ołówkiem, rysunek w tuszu oraz gotowa, kolorowa strona z komiksu. To właśnie wykonane przez autora-plastyka rysunki do komiksu, na potrzeby ostatecznej strony do druku, nazywamy planszami komiksowymi. Występują zarówno jako rysunki ołówkiem, rysunki tuszem, jak i spotykane są w innych technikach plastycznych. Rysunek za: http://www.deviantart.com/morelikethis/79376509?view_mode=2

[speaker id=0] Wychowywałem się na zeszytach Papcia Chmiela, a Ty pamiętasz jeszcze swój pierwszy komiks i okoliczności w jakich wpadł Ci w ręce?[/speaker]

[speaker id=1] Oj, nie. To było baaardzo dawno temu. Nawet nie wiem czy przed komiksem zeszytowym wcześniej nie czytałem po prostu komiksów drukowanych w gazetach, jak „Świat Młodych”. Ale „Tytusy” pamiętam. Niedawno nawet dostałem propozycję zakupu jednej z plansz do serii „Tytus, Romek i A’Tomek”.[/speaker]

[speaker id=0] To była miłość od pierwszego przeczytania czy może dopiero w późniejszym czasie zaczęła ewoluować i sprawiła, że teraz prowadzisz ArtKomiks? [/speaker]

[speaker id=1] To trochę inaczej. Rozdzielam ściśle komiks jako formę czytelniczą od plansz komiksowych, które jednak do czytania jako takie nie służą, tylko raczej… nie wiem jak to nazwać, rodzaju kontemplacji?

Jak spotykam się z osobami – potencjalnymi klientami, osobami, które jeszcze nie widzą co to za produkt te ‘plansze komiksowe’, to są takie trzy przeskoki w myśleniu o tym. W pierwszej chwili myśląc ‘plansze komiksowe’ – naturalnie – osoby kojarzą komiksy jako takie. I to jest jakiś trop, ale zupełnie mylny. Przeskok z tego punktu jest gdy osoby te widzą skan pojedynczej planszy – rysunku  przedstawiającego stronę z komiksu, z podziałem na kadry, narysowaną przez autora komiksu, tuszem bądź ołówkiem, czasem też w technikach malarskich. Tu czasem też pojawia się kolejny mylny trop, że chodzi o wydruki, np. naklejki z nadrukiem komiksowym. Drugi przeskok następuje gdy w końcu mają możliwość zobaczyć plansze w realu – gdy okazuje się, że to faktycznie oryginalne rysunki bądź inne prace plastyczne. W końcu trzeci, gdy prace te znajdują się oprawione w ramie. Te przeskoki są bardzo ważne w rozumieniu oferty ArtKomiks i tego, co w rezultacie oferujemy. Bo przecież nie każdy czytelnik zamienia się w osobę wieszającą rysunki swoich ulubionych komiksów u siebie na ścianie. Więc to nie idzie jakoś tak ewolucyjnie – od czytelnika do fana sztuki komiksu; może iść, ale nie musi.[/speaker]

Plansze komiksowe
Plansze komiksowe

Plansza autorstwa Joanny Karpowicz – autorki reprezentowanej przez ArtKomiks.pl –  wykonana na potrzeby akcji jednego z krajowych wydawnictw „Mądre komiksy na mądre święta”. Akryl, 25 x 35 cm. Z prawej widok pracy, z lewej, już w ramie na ścianie, w naturalnym otoczeniu.

[speaker id=0]W ogóle czytasz jeszcze komiksy czy już interesują Cię tylko w kategorii „dzieł sztuki”? (jeśli tak, to czy masz jakieś ulubione uniwersum?)[/speaker]

[speaker id=1]Tak, czytam, chociaż faktycznie mam dość sporo zajęć na co dzień i nie czytam tyle, ile bym chciał. W sumie sprzedając prace artystów komiksowych powinieneś wiedzieć o co w nich chodzi, kogo prezentują, a jakim kontekście; najlepiej jeszcze znać historię i potrafić jakoś nawiązać do niej kiedy spotykasz się w realu z klientem. Zresztą tak samo jak wchodzisz do galerii i oczekujesz by sprzedawca w galerii potrafił cos opowiedzieć o obrazie, który chcesz nabyć.

Prywatnie bardzo lubię serie „Hellboy” oraz „Dylan Dog”, z tych ukazujący się u nas w ostatnim czasie.[/speaker]

[speaker id=0]Skąd w ogóle pomysł na kolekcjonowanie tego typu sztuki? Dlaczego plansze komiksowe?[/speaker]

[speaker id=1]To dosyć proste – kupiłem pierwszą pracę i… w padłem po uszy :) Całkowicie się zakochałem. Wiesz, to zupełnie inne doświadczenie, jak czytasz komiks, a zupełnie inne, gdy trzymasz w ręku oryginalny rysunek, który posłużył za jedną ze stron komiksu, który czytałeś. Możesz przyglądnąć się każdemu detalowi, jak prowadzona była kreska, jak nakładane były plamy tuszu, docenić kompozycję, kadrowanie, etc.

Gdy pokazałem pierwsze kilka prac znajomym, okazało się, że nie ma osoby, na której nie zrobiłoby to wrażenia. Oni po prostu nie wiedzieli, że jest w ogóle coś takiego jak ‘plansza komiksowa’, że oryginalne rysunki, które posłużyły do wydrukowania stron komiksu można kupować. Prosili mnie też bym znalazł im ‘coś fajnego’. Stwierdziłem w związku z tym, że czemu nie, może się tym zajmę.[/speaker]

Plansze komiksowe
Plansze komiksowe

Sprzedażą oryginalnych plansz komiksowych zajmują się wyspecjalizowane galerie i sklepy oraz domy aukcyjne. Na zdjęciu od lewej – wnętrze paryskiej Galerie Daniel Maghen, specjalizującej się w promocji i sprzedaży prac artystów komiksowych. Z prawej – Vincent Zurzolo, właściciel Metropolis Collectibles Inc., specjalizującej się m.in. w sprzedaży plansz komiksowych.

[speaker id=0]Kolekcjonujesz coś jeszcze? [/speaker]

[speaker id=1]Mam sporą biblioteczkę – właściwie w trzech miejscach: w rodzinnym domu, u teściów oraz w mieszkaniu które wynajmujemy z małżonką. Jest tam dużo interesujących pozycji – klasyczne dzieła, sporo z zakresu nauki, techniki. Czasem też dość rzadkie, jak np. jedno z pierwszych wydań dzieł francuskiego matematyka Julesa Henri Poincaré’a, przypadające na początek ubiegłego wieku, czy „Dzieła Wybrane” Karola Darwina, na które jeszcze w momencie zakupu dostałem kilka propozycji odkupienia. Ze względu na moje zainteresowania także sporo literatury z zakresu neuroscicence oraz problematyki sztucznej inteligencji i to czasem dosyć specyficznej, jak na przykład pozycji opisujących pierwsze próby tworzenia tzw. muzyki komputerowej, w ramach których komputer wykorzystywany był jako… kompozytor dzieła muzycznego. Albo prób tworzenia programów z zakresu SI do malowania obrazów, jak na przykład projekt AARON autorstwa Harolda Cohena. Bardzo mnie kręci twórczość ludzka – sposoby rozwiązywania problemów, proces kreacji, wymyślania nowych idei.[/speaker]

[speaker id=0]Wiadomo, że kolekcjonowanie dzieł sztuki to często bardzo dochodowy biznes, a plansze komiksowe? Odbiorcy w Polsce już zorientowali się, że poza walorami estetyczno-sentymentalnymi to świetny sposób na inwestycję?[/speaker]

[speaker id=1]Chyba jeszcze nie czas na to. Zauważ, że ArtKomiks jest pierwszą taka inicjatywą u nas, a Sklep funkcjonuje dopiero od kilku miesięcy. By klienci mogli odczuć dochodowość tej inwestycji, musi minąć jakiś czas, gdy pojawią się pierwsze transakcje na rynku wtórnym, w ramach których dzisiejsi kupujący będą sprzedawcami. Oczywiście znam kilka osób, które mogłyby posłużyć za pierwsze przykłady, ale to wciąż raptem kilka osób. W związku z czym przyjdzie nam trochę poczekać aż zbuduje się rynek i pojawią się pierwsze transakcje klient-klient.[/speaker]
Plansze komiksowe
Plansze komiksowe

Plansze komiksowe autorstwa Tadeusza Baranowskiego, klasyka polskiego komiksu, ojca takich postaci jak Orient Men, Kudłaczek i Bąbelek czy profesorek Nerwosolek. Z lewej plansza wykonana w tuszu, z prawej kolor do tej planszy składający się z dwóch elementów – ręcznie nakładanego koloru (blaudruk) oraz przezroczystej folii (diapozytyw) z wydrukowanymi konturami.

[speaker id=0]W USA i na zachodzie Europy dość popularne stało się kolekcjonowanie designerskich zabawek (designer toys). W Polsce niestety nie przyjęły się zbyt dobrze. Nie boisz się, że podobnie może być z planszami komiksowymi? Kto to w ogóle kupuje? Tylko kolekcjonerzy?[/speaker]

[speaker id=1]Rynek plansz komiksowych na zachodzie jest bardzo stabilny. Tam już dość dawno zakończyły się pionierskie czasy i teraz głównie obrót tego rodzaju pracami jest prowadzony albo przez domy aukcyjne (i to czołowe domy aukcyjne), albo przez wyspecjalizowanych kolekcjonerów bądź galerie. Oczywiście część prac można kupić bezpośrednio od autorów, część od fanów, którzy wcześniej zakupili. Ale de facto zainteresowanie tego rodzaju sztuką rośnie. Sam dom aukcyjny Heritage w ubiegłym roku wygenerował 7,4 mln $ z tego segmentu, przy 17% wzroście sprzedaży w kanale sprzedaży internetowej. A transakcje tego rodzaju są coraz częściej organizowane także przez inne domy aukcyjne jak: Artcurial, Bud Plant’s, Christie’s, Howard Lowery, Sotheby’s by wymienic tylko te najważniejsze.

W Stanach Zjednoczonych, gdzie nabywanie prac artystów komiksowych chyba ma najdłuższa tradycję i gdzie pierwsze spektakularne (jak na tamte czasy) transakcje miały miejsce jeszcze na początku lat 90. XX wieku, sporo prac znajduje się w rękach czołowych gwiazd Hollywood albo managerów pracujących na co dzień na Wall Street. Zresztą jeden z nich – George Lucas – w marcu tego roku ogłosił inicjatywę budowy muzeum, które miałoby pomieścić m.in. jego zbiór plansz komiksowych, a które znalazłszy się tam posłużyłyby jako część stałej ekspozycji. Możesz o tym przeczytać m.in. w tym dokumencie. [/speaker]

[speaker id=0]Wśród komiksowych ilustratorów i artystów najbardziej podoba mi się kreska Franka Millera, ale to pewnie nic wyjątkowego. Masz swoich ulubieńców? [/speaker]

[speaker id=1]Z tych co mam, czy z tych co nie mam? :) Bo mam wśród jednych, jak i drugich.

Franka Millera nie mam, bo to zupełnie inny próg cenowy (tu ceny to dziesiątki a nawet setki tysięcy dolarów za pracę). Ale mam chociażby pracę Mike’a Mignolii – tego od Hellboya – i bardzo ja sobie cenię.

Z tych co nie mam: Moebiousa, Andreasa.

Z polskich, z oferty sklepu ArtKomiks m.in.: Tadeusza Baranowskiego, Nikodema Cabałę, Joannę Karpowicz… długo by wymieniać. [/speaker]

Plansze komiksowe
Plansze komiksowe

Ta plansza komiksowa – z lewej – to właśnie tytułowy splash, czyli pierwsza strona z komiksu, wraz z naklejonym tytułem oraz informacjami bibliograficznymi. Tutaj do komiksu „Brain Banx” . Z prawej już gotowa strona w komiksie, tak ją widza na co dzień czytelnicy. Należy pamiętać, że format zeszytowy komiksu nie odpowiada formatowi plansz, te ostatnie – w przypadku komiksów amerykańskich – zazwyczaj są tworzone w formacie A3 bądź zbliżonym.

[speaker id=0]Co myślisz o ekranizacjach komiksów? Z jednej strony pewnie znacznie zwiększają wartość plansz, ale z drugiej często bardzo przekłamują fabułę opisaną w zeszytach. Jaki masz do tego stosunek?[/speaker]

[speaker id=1]Wiesz, ja nie mam do tego stosunku komiksiarza, fana fabuły, który widzi nieścisłości w elementach fabularnych między lekturą komiksu a ekranizacją. Gorzej jak film zabija klimat komiksu, na przykład nie potrafiąc oddać obrazem filmowym tego, co oddaje ilustracja użyta w komiksie. Tak na przykład moim zdaniem było z ekranizacją Hellboya. Dla mnie – z punktu widzenia graficznych smaczków Mignoli i delektowania się jego stylem graficznym jako rysownika, oglądanie filmu o przygodach Hellboya to nieporozumienie. I tu nie chodzi wcale o ewentualne przekłamania, ale po prostu o zwykły fakt, że ja kocham sposób opowiadania plamą Mignoli, a w filmie tego nie ma.

Z punktu widzenia wartości prac, tak ekranizacje, ale także adaptacje komiksów na potrzeby rynku gier komputerowych, wpływają znacząco na wyceny prac. W ostatnim czasie było (i jest) to zwłaszcza odczuwalne na przykładzie serii „The Walking Dead”, gdzie ceny plansz do komiksu bardzo szybko poszybowały do poziomu nawet kilku tysięcy dolarów od sztuki. Ktoś kto nabył pakiet prac do „The Walking Dead” jeszcze jakiś czas temu, w ciągu tych kilku-kilkunastu miesięcy naprawdę mógł nieźle zarobić. [/speaker]

[speaker id=0]Jaki komiks jest Twoim zdaniem najlepiej narysowany?  [/speaker]

[speaker id=1]Oj, to tak nie działa. Zupełnie nie. To tak jak by się pytać, który obraz wg mnie jest najlepiej namalowany, albo jaki utwór ma najlepszą kompozycję. Nie ma czegoś takiego. Jest za to bogactwo styli – i bardzo dobrze! [/speaker]
Plansze komiksowe
Plansze komiksowe

Pokazana wyżej plansza do komiksu „Brain Banx” ale już w ramie. Obok widoczne także inne prace jak m.in.: paski Janusza Christy do serii „Kajtek i Koko” oraz plansze do serii „Kajko i Kokosz”; w tle także fragment planszy autorstwa Daniela Grzeszkiewicza, a między figurkami rysunek Mamoru Oshii, znanego m.in. z „Ghost in the Shell”, przedstawiający Basset Boy’a.

[speaker id=0]Które plansze z kolekcji cenisz najbardziej a na jakie obecnie polujesz? [/speaker]

[speaker id=1]Cenię te, które najtrudniej było mi pozyskać. A są to: okładka do B.P.R.D. Mike’a Mignoli (bo musiałem się przełamać z zakupem pracy na poziomie kilku tysięcy $) oraz podwójny tytułowy splash (czyli taka praca na dwie plansze) do serii ALIENS, bo polowałem na ta pracę ponad 2 lata. Cenne są tez dla mnie okładka do jednego z najbardziej kontrowersyjnych polskich komiksów „Szminka” wg scenariusza Jerzego Szyłaka, a okładkę malowała (akryl) Joanna Karpowicz; udało mi się nabyć także dwie ilustracje do polskiego wydania książki „UBIK” Philipa Dicka (Amber 1990), autorstwa wybitnego polskiego artysty, profesora ASP w Krakowie a także scenografa (m.in. do filmu Pamiętnik znaleziony w Saragossie) Jerzego Skarżyńskiego.

Na co poluję? Na więcej prac z uniwersum ALIENS oraz na prace do serii „Batman” z postacią Poison Ivy. Chciałbym też kiedyś mieć w swoich zbiorach prace koncepcyjne do gier komputerowych, np. szkice postaci Kerrigan do gry Starcraft.[/speaker]

[speaker id=0]Ktoś mógłby powiedzieć, że 300zł, 1000zł lub więcej to zdecydowanie za dużo za jakąś tam stronę z komiksu. Możesz przybliżyć mi i czytelnikom skąd takie ceny oraz jak się one zmieniają?[/speaker]

[speaker id=1]Oj, jest tak dużo czynników wpływających na wycenę, że chyba nawet trudno wszystkie podąć. A i tak na końcu przeważnie się okazuje, że praca jest za… tania. Czynniki też można podzielić z grubsza na cztery kategorie:

  1. Specyfika rynku sztuki, unikatowości: Musisz pamiętać, że każda praca – pojedyncza plansza – to unikalne dzieło. Rządzi się takimi samymi prawami jak rynki oferujące unikatowe, występujące w jednej sztuce, produkty. Z punktu widzenia sztuki wizualnej, to po prostu rynek prac na papierze, rynek rysunku. Stosunek podaż vs popyt decydują o końcowych cenach – dlatego też spora część prac sprzedawana jest na zachodzie nie w modelu jawnej ceny w sklepie, a w modelu aukcyjnym, gdzie ceny podbijane są przez kilku potencjalnych nabywców. Dlatego też – prócz rośnięcia wartości – czasem spotykane są na rynku korekty, gdzie wartość niektórych prac idzie w dół. Na przykład przez fakt, że w jakimś momencie sporo prac jednego artysty trafia na rynek – więcej niżby wynikało z popytu na nie. Albo ze względu na fakt, że zainteresowanie danym artystą wynikało z podejścia sentymentalnego nabywców. Wraz z ich śmiercią, kiedy kończy się wartość sentymentalna, następuje także korekta cen. Jest to niezwykle rzadkie, ale trzeba się tez z tym liczyć. Aczkolwiek dalej masz tak, że Ty jako jedna jedyna osoba na świecie masz daną konkretną pracę. Czasem wystarczy wtedy poczekać… na ekranizację, etc. i możesz znowu wrócić do gry!
    Wartość zależna jest naturalnie także od wartości prac danego autora – wtedy bierze się pod uwagę benchmarki, czyli wyceny podobnych prac tego autora, by móc określić cenę. W przypadku konkretnej pracy liczy się także jej wkład, historyczność, rozpoznawalność – zobacz przykład pierwszej planszy, w której pojawia się postać Orient Mena. Z punktu widzenia znaczenia dla postaci Orient Men, ale także dla twórczości Tadeusza Baranowskiego, a nawet szerzej, dla polskiego komiksu, w którym Orient Men jest postacią znacząca i rozpoznawalną, to jedna z ważniejszych, o ile nie najważniejsza praca. W związku z czym każdy nabywca zainteresowany pracami Tadeusza Baranowskiego, a chcący mieć w swych zbiorach prace wyjątkową, historyczną, będzie skłonny zapłacić więcej za tą pracę, niż za inne prace z Orient Menem.
  2. Specyfika tworzenia komiksu: Komiks to dzieło złożone. Zarówno dlatego, że posiada narrację – a więc plansza najczęściej złożona jest tak naprawdę z kilku rysunków, posiadając przy tym ciągłość fabularną. Jak i dlatego, że ojcem jednej planszy potrafi być kilka osób: scenarzysta, rysownik ołówkiem, inker – czyli osoba nakładająca tusz, kolorysta – czyli osoba nakładająca kolor. Plansza taka to w takim razie nierzadko złożoność to któreś potęgi. Jeśli weźmiesz pod uwagę fakt, ile czasu potrzeba na jest stworzenie oraz ile osób w procesie jej powstawania brało udział, to ceny, które przytoczyłeś – 300-1000 zł – są poniżej średniej krajowej w stawce za godzinę ;)
  3. Specyfika tworzenia planszy komiksowej: Technikalia, specyficzne dla procesu tworzenia komiksu, jak chociażby od kadrowania – czy dana praca jest zwyczajną stronę wewnętrzną komiksu z podziałem na kadry, czy też jest kadrem pełno stronicowym (tzw. splash), a może jest to pierwsza strona z komiksu razem z tytułem i adnotacjami nt. wydania (tzw. title splash) bądź kadrem wypełniającym dwie strony, rozkładówkę (double splash)? To wszystko ma znaczenie przy wycenie, ze względu na fakt, że głównie komiksy wypełniają strony z kadrowaniem, z rzadka strony typu splash, a jeszcze rzadziej strony typu double splash. Ta rzadkość powoduje, że klasy prac typu splash są wyceniane drożej.
    Także technika stworzenia jest istotna z punktu widzenia wycen: czy plansza to szkic, to rysunek ołówkiem, czy rysunek tuszem – a jeśli tuszem, to czy bezpośrednio na rysunku ołówkiem, czy tylko to jest sam tusz, czy też tusz na wydruku rysunku ołówkiem w specjalnej technice nazywanej blue-line, pozwalającym podczas późniejszego skanowania plansz w celu obróbki na komputerze, wyłączyć kanał BLUE tak, by nie przeszkadzał w pracach edycyjnych. No i techniki malarskie, które przeważnie są najbardziej czasochłonne.
  4. Specyfika pochodzenia (import): I w końcu najbardziej przyziemny, aczkolwiek czasem dość znaczący pod względem wartości ostatecznej wyceny element, czyli koszta związane z pozyskaniem planszy. Jeśli praca na przykład pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, to w cenę zakupu jej w Polsce zawsze musisz wliczyć koszta związane z jej sprowadzeniem, a są to zarówno koszta transportu, nierzadko ubezpieczenia, ale także cła i podatku VAT od produktów sprowadzonych spoza obszaru Unii Europejskiej. To jest też koszt, na który często dają się nabrać osoby chcące zacząć przygodę od zakupu rysunków prosto z USA, gdzie na końcu nierzadko okazuje się, że koszt sprowadzenia pracy do Polski był bliski kosztowi samej pracy.[/speaker]

 

Mam nadzieję, że teraz plansze komiksowe nie mają już dla was tajemnic i wiecie, dlaczego warto się tą dziedziną sztuki zainteresować.  Na tę chwilę tylko ArtKomiks.pl w Polsce może pochwalić się ofertą gdzie kupicie oryginalne plansze komiksowe, więc chyba czas na małe zakupy.

1 komentarz

  • Witam,

    Jestem w posiadaniu tych blaudruków księgi XIV Tytus uczniem, zainteresowanych zapraszam na maniekn@op.pl, a desa zachowuje się jak małe dziecko, bo po tygodniu odebrałem im te prace i się wściekają :)