Street Art – czym jest?

Wielu z was zagląda na artique w poszukiwaniu smaczków z dziedziny sztuki. Oczywiście żyjemy szybko więc i to co serwujemy jest bardziej w stylu fast niż to z czym można obcować w galeriach sztuki.

Jedną z dziedzin, która w moim mniemaniu w pełni zasługuje na miano sztuki, a którą  staram się możliwie często poruszać jest street art. Siedzę w tej tematyce już ponad 15 lat,  znam ją z każdej możliwej strony a mimo to przez bardzo długi czas nie mogłem znaleźć idealnej definicji tego czym tak mocno się jaram. Takiej, która byłaby wystarczająco obszerna i jednocześnie prostsza od instrukcji obsługi pralki.

Ale zanim przejdziemy do definicji, odpowiedzmy sobie na jedno z istotniejszych pytań.

SZTUKA_CZY_WANDALIZM_1

Street art – sztuka czy wandalizm?

Nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego tak wiele osób bezrefleksyjnie wrzuca całą kategorię do worka pod tytułem wandalizm, przechodząc obojętnie obok naprawdę wyjątkowych prac.
I im dłużej w tym siedzę tym bardziej nabieram przekonania, że chodzi o ignorancję i brak choćby podstawowej wiedzy.

Chcemy żyć w ładnych domach, mieć pięknie umeblowane mieszkania, przebywać w czystych i schludnych miastach, ale gdy ktoś stara się nieco ubarwić przestrzeń w której spędzamy nierzadko większość dnia , w myśl stereotypów szufladkujemy takie zachowania bez mrugnięcia okiem, wrzucając tam gdzie nie będziemy mieli ochoty nigdy więcej sięgnąć.

To tak jakby stwierdzić, że Picasso malował na poziomie autystycznej czterolatki, bo poziom jego najwybitniejszych dzieł nie odbiega od tego co można zobaczyć na przedszkolnych ścianach. No ale  gdzieś po drodze proces edukacji uwarunkował nasze mózgi na tyle, że doskonale wiemy kim był Pablo i nawet jeśli nie do końca rozumiemy co autor miał na myśli, bez problemu jesteśmy w stanie krzyczeć głośno, że to przecież  wielka sztuka. Taka przez duże SZ.

Marne szanse by ten tekst dotarł do tych, którzy powinni się z nim zapoznać, ale życzyłbym sobie by choć część osób dzięki niemu zmieniła sposób myślenia i spojrzała na to wszystko z nieco innej perspektywy. No i mam nadzieję, że Ci z Was, którzy podzielają moją pasję do street artu również znajdą w tekście coś dla siebie i odkryją kilka ciekawostek.

 

To czym tak naprawdę jest ten cały street art?

linia1

Obecnie hasło „street art” to medialna papka. Logicznie rzecz ujmując, street artem moglibyśmy określić większość tworów znajdujących się w przestrzeni ulicy. Od architektury przez rzeźbę, pomniki, site-specific art, miejski design, instalacje, happening, performance, pokazy świetlne, po graffiti czy różne napisy usytuowane w przestrzeni publicznej, etc.. Z charakterologicznego punktu widzenia, definicję street artu sprowadziłbym do działań posiadającym jednak pierwiastek nielegalności, czego odpowiednim przykładem jest miejska twórczość takich postaci jak: Ernest Pignon Ernest, Blek Le Rat, Banksy, Space Invader czy twórców zajmujących się tzw. „culture jamming” takich jak Dr. D, wczesna twórczość Kawsa, bla bla bla można wymieniać. ‘Co to jest street art?’. Wydaje mi się, że należy najpierw zastanowić się czy znamy odpowiedź na pytanie „co to jest art ?”. Jeśli potrafimy sami przed sobą, według własnej logiki, wiedzy, wrażliwości, wyczucia itd. odpowiedzieć na pytanie czym jest sztuka, to proponuję przekleić tę definicję do pytania o street art, następnie postawić na końcu przecinek i dodać ‘umieszczone w przestrzeni miejskiej’.
Michał Bieżyński, człowiek który pokolorował Łódź, dyrektor artystyczny Fundacji Urban Forms

linia1

Definicja Michała, o którą go poprosiłem jest dość bliska tej którą ja chcę wam zaproponować. Bo jeśli przetłumaczymy street art  na nasz piękny, polski język? Otrzymamy zlepek dający jasno do zrozumienia, że chodzi o sztukę uliczną. Ale ta definicja nie wyczerpuje tematu. Bo sztuką uliczną może być lokalny skrzypek grający Bacha gdzieś na skrzyżowaniu ulic lub gość malujący karykatury na rynku Starego Miasta. Więc może inaczej.

Street art to wszelkiej maści działania artystyczne, które swój finał mają w przestrzeni miejskiej i wpisują się w tę przestrzeń, zostając w niej na określony lub nieokreślony czas.

I tu pojawić się może kolejne pytanie – które działania można określić mianem tych artystycznych, a które będą wybrykiem lub aktem wandalizmu? Bo co jeśli na nowo odmalowanej elewacji jednego z budynków w samym centrum miasta ktoś namaluje szpetne graffiti? Czy możemy wtedy mówić o sztuce miejskiej czy o wandalizmie?
I tu odpowiedź znów najprostsza z możliwych, a jednocześnie najbliższa prawdzie. Współczesne graffiti może, ale wcale nie musi być odbierane w kategorii sztuki.

Znakowanie terenu czy artystyczna manifestacja?

W graffiti czy jakimkolwiek innym działaniu wszystko zależy od intencji i celu, jaki przyświeca osobie, która działanie wykonuje. Dlatego też pozornie spora część graffiti będzie odbierana w kategoriach wandalizmu, a tylko części będziemy przypinać łatkę sztuki. Dlaczego pozornie?
Dla większości ludzi gdy na świeżo pomalowanej elewacji urzędu miejskiego pojawi się lekko lub nawet mocno szpetne graffiti będzie to oznaczało jedno – wandalizm i niszczenie mienia. Ale sytuacja może się zmienić w zależności od okoliczności. Bo co pomyślisz, jeśli te graffiti na murze urzędu będzie głosiło hasło, że burmistrz to pedofil? Jeśli faktycznie dzień wcześniej wyjdzie na jaw, że od lat molestował i gwałcił…
Zmieni to Twój punkt widzenia?

Albo inaczej. Załóżmy, że już nie mieszkasz z rodzicami, masz te dwadzieścia-trzydzieści lat. Domek z ogródkiem lub bez. Czy nie wkurwiłoby Cię okrutnie gdy rano wychodząc z domu, na jednej z frontowych ścian zobaczyłbyś szpetne litery, które dla Ciebie nic nie znaczą? A potem jak bardzo byś się ucieszył gdyby okazało się, że te litery zostawił Banksy i są warte plus/minus kilkaset tysięcy funtów?

Patrz szerzej, to co dla Ciebie jest wybrykiem bandy rozwydrzonych małolatów, które wolą wybić szybę niż wybić się z osiedlowych klatek, tak naprawdę może być manifestacją lokalnych poglądów. Zwróceniem uwagi na jakiś większy problem lub po prostu chęć popisania się przed znajomymi.

Nie należy zapominać też o terytorializmie. Chyba wszyscy zdają sobie sprawę, szczególnie mieszkańcy większych miast, że te dzielą się na strefy. A stąd już całkiem blisko do rywalizacji. Graffiti może być jedną z możliwości znaczenia terytorium.

Oczywiście ideałem byłoby gdyby tego typu prace cechowały się również wysokim poziomem wykonania i estetyki, ale często w przypadku tego typu manifestacji  zwyczajnie brakuje czasu. Nie bez powodu wyżej wspomniałem o Banksym. On jest idealnym przykładem manifestacji skrajnych poglądów w widowiskowy, artystyczny sposób. I robi to skutecznie od lat na całym świecie.

Mauer-betlehem

Nie bez powodu uznawany jest nie tylko za street artowca światowej klasy, ale też a może przede wszystkim za propagatora przesłań, które faktycznie docierają do mas.
Możesz nie kojarzyć jego wszystkich „wybryków”, ale weźmy pierwsze z brzegu. W 2001 roku na terenach kontrolowanych przez Armię Wyzwolenia Narodowego w Chiapas w Meksyku wykonał szereg prac by okazać solidarność i poparcie dla ich działań. Trochę później, w 2005 stworzył aż dziewięć prac po palestyńskiej stronie muru granicznego. Wszystkie te prace miały głębsze przesłanie i sens.

Z kolei z drugiej strony barykady, każdy chce być rozpoznawalny. W środowisku grafficiarzy nie może być inaczej. Każdy writer będzie się dziko jarał jeśli jego pomalowany wagon pociągu wyjedzie w trasę i będzie go mogło zobaczyć więcej osób. To wysyłanie swojego spersonalizowanego podpisu światu. Czasami będzie mega szpetny, a innym razem może nas zachwycić drobiazgowością i pomysłem. To czy zaczniemy tego typu działania postrzegać w kategorii sztuki zależy tylko i wyłącznie od tego co mamy w głowach i z jakiej perspektywy oceniamy daną pracę.

TRAIN

O samym graffiti mógłbym napisać osobną historię i pewnie jeszcze kiedyś to zrobię, ale to nie miejsce i czas na tego typu przemyślenia. Ale tak naprawdę to co dziś możemy określać mianem street artu właśnie w graffiti ma swoje korzenie.

Przyjmuje się, że Jean-Michel Basquiat był pierwszym artystą współczesnym, który wyszedł z zakamarków swojej pracowni na ulice, by tam tworzyć swoje prace. Nie powinno też nikogo dziwić, że wszystko miało swój początek w Nowym Jorku.

untitled-fallen-angel-19813

I jeśli jego prace możemy rozpatrywać w kategorii street artu, co czyniło wielu krytyków onanizując się nad jego twórczością, to z pewnością i o graffiti współczesnym powinniśmy w tych samych kategoriach rozmawiać. Co ważne i co być może sprawia, że tak wiele prac jest słabych to fakt, że nie każdy twórca graffiti jest artystą, a wielu naprawdę by chciało. Niestety jak to w sztuce, same chęci to zdecydowanie za mało. Ale tak jak w przypadku wspomnianego na początku Picasso, jeśli osobie nie znającej prac Basquiata pokazanoby choćby powyższą pracę, jestem niemal pewien, że nie zaklasyfikowałaby jej w kategorii sztuki, uznając ją za wybryk mało zdolnego dzieciaka.

Basquiat i jego graffiti to przede wszystkim umieszczane na murach slogany o charakterze antykonsumpcyjnym. Czyli przykład na to, że trzeba krzyczeć głośno lub być widocznym by nas usłyszano.  Nie sądzisz, że to filozofia dość bliska tej, która przyświeca Banksy’emu?

Może stylem, estetyką i pomysłowością Brytyjczyk znacznie lepiej radzi sobie od nowojorczyka, ale bierzmy poprawkę na to, że Jean-Michel tworzył swoje pierwsze prace w 1960 roku, kilkanaście lat przed narodzinami Banksy’ego (1974) i blisko 30 lat przed tym jak Brytyjczyk stworzył swoje pierwsze graffiti (około 1988 roku).

Banksy-Ghetto-4-Life

Ale przecież street art, mimo że swoje korzenie ma w graffiti, to znacznie więcej. Oczywiście najbardziej zjawiskowe będą wielkoformatowe murale, ale w tej kategorii mieści się znacznie więcej. Wszystko tak naprawdę zależy od tego co wymyśli artysta. Space Invader, który jest jednym z bardziej rozpoznawalnych artystów tego gatunku wcale nie używa puszek z farbą. Jego bronią są ceramiczne wklejki wyglądem przypominające potworki z gry o tym samym tytule co jego ksywka.

Space Invaders à Paris

Jest też mega rozpoznawalna Agata Olek, która tworzy niesamowite instalacje w przestrzeni miejskiej, ubierając przeróżne obiekty w wełniane ubranka.

agata_olek_katowice

A może street art to tylko zlepek słów, którymi ktoś z braku lepszego określenia zaczął nazywać to co widzi na ulicach, a tak naprawdę już od wieków mamy z nim do czynienia?

Bo jak dziś określilibyśmy prehistoryczne malowidła na ścianach jaskiń? Altamira wpisana na listę UNESCO lub francuska Lascaux…

Altamira

Czy nasi praprzodkowie nie chcieli w ten sposób zaznaczyć swoich artystycznych potrzeb i umiejętności lub zamanifestować poglądów? A może to takie ichniejsze „been there done that”?
Czym to się różni od tego co możemy oglądać teraz na murach wszystkich większych miast, raptem kilkanaście tysięcy lat później?

A co z Graffiti Aleksamenosa, które zostało wyryte na murze Pałacu Cezarów na Palatynie w Rzymie, a które powstało w I lub II wieku naszej ery?
alexamenos_graffito

A co z historią tych wszystkich haseł motywacyjnych, które już os starożytnej Grecji czy Rzymu można było oglądać na ulicach?

A co z hasłami patriotycznymi, zachęcającymi do walki o wolność?
Co ze znakiem kotwicy, który można było oglądać i na murach i na chodnikach, a który tak mocno wyrył znak tamtych czasów?

malowanie_graffiti-polska_walczaca

A może ze street artem jest tak jak z innymi dziedzinami, które dziś określamy mianem sztuki. Wiele z dziedzin powstało zanim zostały nazwane, określone i uznane za sztukę. Fotografia czy Film zanim ewoluowały do obecnego kształtu były formą eksperymentów, zabaw i próby stworzenie czegoś nowego.

Może tak naprawdę nie ma się nad czym tu aż tak rozwodzić? Sam już nie wiem, dlatego też poprosiłem  między innymi Mistera Pesta, aktywnego w środowisku graffiti od dłuższego czasu o jego definicję tego czym jest street art. A także Andrzeja Tucholskiego, który na swoim blogu porusza tematy związane z szeroko pojmowaną kulturą. Wisienką na torcie jest także wypowiedź pani Agnieszki Gralińskiej-Toborek, teoretyka sztuki.

linia1

 Street art jest dla mnie przecinkiem. Tym czymś, przez co ludzie są w stanie się na chwilę zatrzymać i zastanowić, ale w sumie dlaczego tamten wybity kąt klombu jest dosztukowany klockami lego. Dlaczego tamta stara kamienica ma na sobie Loesje. Dlaczego tamto drzewo jest w wełence. Bez takich przecinków codzienności miasta byłyby straaasznie nudne:)

Andrzej Tucholski, jestkultura.pl

linia1

Jestem teoretykiem sztuki, więc street art jest dla mnie największym wyzwaniem. I póki co, z dużą dozą   przyjemności –   przegrywam. Nie da się ani stworzyć definicji, ani oddzielić  gatunków, prądów, nurtów i ich przedstawicieli, nie da się stworzyć nośnej  teorii, nie da się uzgodnić poglądów.  Street art jest dla mnie najlepszym dowodem na nieokiełznany instynkt twórczości, który wymyka się wszelkim metodom wychowawczym i  próbom  zinstytucjonalizowania.  Jest też odpowiedzią (choć może nieświadomą) na kryzys, na napompowany balon (anty- , nie- , post-) sztuki, podtrzymywanej przez mainstreemowe instytucje. Cenię street art za: żywiołowość, poczucie humoru, bezczelność, różnorodność, bezpretensjonalność, szacunek do techniki  i za to, że mnie nie poucza.

Agnieszka Gralińska-Toborek, Uniwersytet Łódzki, współpracuje z Urban Forms

linia1

Dla mnie street art jest nową formą artystyczną, wywodzącą się od graffiti, gdzie główną rolę w przestrzeni publicznej zajmują vlepki, instalacje, szablony itd. Tematyka jest bardzo zróżnicowana i technicznie prace są różnie wykonywane, dzięki temu starają się być zrozumiałe i atrakcyjne. W graffiti głównym celem było zrobienie liter (czasem do tego „charaktera”) na nielegalu (teraz też na legalu) farbą w puszce. Prace miały być zrozumiałe dla osób, które się tym zajmowały a nie dla szerszej widowni.
Piotr „Pest” Pigłas, Galeria prac

linia1

A czym dla Ciebie jest street art?

  • Dobry wpis :)

  • Dziękuję :)

  • PAISM

    Fajnie, że chciało Ci się tyle pisać i spojrzeć na to z szerszej perspektywy. Obawiam się jednak, że świat ma to w dupie i woli kolorowe obrazki. :)

    Szkoda, że nie zapytałeś kogoś z tych nielicznych, którzy zajmują się street artem w PL.
    Okazałoby się, że niemal nie ma czegoś takiego jak street art w naszym kraju, jedynie kilka wyjątków, które tylko potwierdzają regułę.

    Nie mam nic przeciwko festiwalom, ale moim zdaniem zawłaszczyły sobie pojęcie street art, mocno je wypaczając. Przepadł gdzieś pierwiastek nielegalności, który jest ‚clue’ tego wszystkiego. Pewnie dlatego, że w PL nadrabiamy wszystko najszybciej jak się da, tylko najpierw przydałaby się jakaś scena street artowa. Scena graffiti trzyma się mocno, pewnie dlatego, że jest nieatrakcyjna dla mediów i społeczeństwa. I dochodzimy do kluczowego słowa, czyli graffiti.
    Graffiti ma tę przewagę nad street artem, że może się rozwijać w spokoju.

  • Pełna zgoda. Graffiti ma się dobrze z tego punktu widzenia, który wymieniłeś. Street art w PL moim zdaniem też ma się coraz lepiej, ale tu znów wszystko rozbija się o to jaką definicję sobie ustalimy. Dla mnie w jakimś momencie przestało się liczyć to czy praca jest nielegalna czy może powstała w ramach festiwalu czy jeszcze jakiejś innej inicjatywy. Ważne jest to, że ożywia przestrzeń i jak Andrzej w swojej definicji zauważył, staje się takim przecinkiem, który sprawia, że ludzie się na chwilę zatrzymują.

    Z innej strony, M-City twierdzi, że „Street art kończy się tam gdzie zaczyna się mowa o kasie, galeriach, festiwalach, kuratorach, urzędnikach, itd .” – i też to podejście jest ok – dla niego.

    Tak naprawdę nie ma znaczenia czy prace w przestrzeni miejskiej będziemy określać street artem, sztuką partyzancką, graffiti, legalami czy nielegalami. Ważne by nam, odbiorcom sprawiało przyjemność obcowanie z nimi.

  • PAISM

    Przestało się liczyć, bo właśnie wszystko się rozmyło. Chodzę po ulicach i SA nie widzę na nich. Staram się nie być jakoś uprzedzony do street artu, ale ta jego polska wersja całkowicie mi nie leży, bardziej mi to przypomina konkurs eurowizji na najpopularniejszego twórcę.

    Spokojnie poczekam i zobaczę co będzie za 5-10 lat. Stawiamy dwie montany (pełne!), że wielu się znudzi i przerzucą się na coś innego, nazywając to rzecz jasna rozwojem.

  • Być może :) Pożyjemy, zobaczymy. Na pewno za 5-10 lat nic nie będzie takie jak dziś, a w jakimś stopniu od nas zależy czy będzie lepiej czy gorzej. A czy słówko street art będzie wtedy nadal powszechne – jakie to ma znaczenie :)

  • PAISM

    Nikt się nie obraża, ja słyszałem już, że to nie graffiti, że to graffiti, że to street art i że to nie street art. :)
    Bardziej chodzi o podejście. Słowa m-city idealnie oddają to co myślę. Spróbuj zastosować te kryteria przez chwilę, to się okaże ilu jest tzw. „artystów ulicznych”.

    Oczywiście nikt nikomu nie każe być „prawilnym” graczem, robiącym tylko nielegalnie. Każdy ma wolny wybór, śmiesznie tylko wyglądają później niektóre analizy, dorabianie filozofii do czegoś jałowego, będącego często kopią.

  • Czasami staram się na to patrzeć w ten sposób. A potem oglądam np. to co udało się Fundacji Urban Forms stworzyć w Łodzi i dochodzę do wniosku, że kurde, przecież taki ROA czy bracia Os Gemeos raczej nie przyjechaliby tu ot tak, żeby sobie pomalować. :)
    M-City też przecież lata po świecie i maluje na zlecenie – ale czy te prace, za które mu zapłacono są gorsze o tych, które robił sam z siebie? Zarabianie kasy na tym co się kocha robić nie jest złe. Tylko ludzie patrzą krzywo.
    Przypomina mi się tu sytuacja ze sceną rapową. Ilu krzyczy, że tylko podziemny rap jest dobry, a kto zarabia na swoich kawałkach to sprzedajna dziwka.
    Ten sam podział występuję w świecie graffiti, tylko ja uważam, że to debilny podział. Trzeba po prostu robić swoje i nie patrzeć za siebie.

  • PAISM

    Nikt nie mówi, że są gorsze. M-City ma zdrowe podejście od samego początku.

    Mi nie chodzi o podział na graffiti czy street art. Mam to w dupie. Miejsca jest dla wszystkich. Mi chodzi o podział na dobre rzeczy i złe rzeczy. Z racji miejsca urodzenia często jezdziłem do Niemiec, głównie Berlina no i stary, tam street art żyje. Czuć go i widać. Po prostu jest na ulicy, legalnie czy nielegalnie… jest taki i taki.

    A u nas przeskoczono kilka szczebli, wybierając to co najwygodniejsze. Osoba z zewn. może tego nie widzieć, ale wierz mi, sporo ściemy jest dookoła, zawiniętej w ładne papierki.

  • No niestety, tu pełna zgoda. Ale my zawsze byliśmy „sto lat za murzynami” i nadal gonimy zachód. Berlin jest świetnym przykładem, ale to miasto, które nie tylko pod kątem sztuki żyje zupełnie innym rytmem. Dużo musimy się jeszcze nauczyć jeśli chodzi o lifestyle jako naród, ale staram się być optymistą. Wystarczy spojrzeć jak wyglądał nasz kraj 10 czy 20 lat temu i spojrzeć jak wygląda teraz. Może nie jesteśmy na tym poziomie co Berlin, Londyn czy Nowy Jork, ale jesteśmy dużo bliżej niż byliśmy kiedykolwiek :)

  • PAISM

    Może i gonimy, ale wydaje się, że nic nie stoi na przeszkodzie by nazywać rzeczy po imieniu, zamiast pompować baloniki. :)
    Do tego nie potrzeba niczego innego niż komputera i dostępu do internetu, a z tym zdaje się, nie ma już problemu. :)

  • P

    Przed chwilą zresztą zobaczyłem, że pracujesz nad art. o Natalii. ;)

  • mentalności i sposobu myślenia nie nabierzemy przeglądając Internet – niestety. Tu trzeba na żywo odkrywać. No jest lepiej niż było i gorzej niż będzie :)

  • No mam nadzieję, że wyjdzie z tego ciekawa publikacja :)

  • PAISM

    Miałem na myśli tych, którzy piszą o street arcie.
    Zrób lepiej wywiad z Krikiem, to jest pełnokrwisty zawodnik.

  • Pingback: Kreatywny Street Art - sztuka na granicy... | artique.pl()

  • Pingback: street art 3d | artique.pl()

  • Pingback: ETAM CRU - street artowe dobro narodowe | artique.pl()

  • Pingback: Street art może być kreatywny, czyli kto ukradł moje reklamy?artique.pl()

  • Pingback: Smug - grafficiarz, streetartowiec, po prostu gość z innej planety.artique.pl()

  • Pingback: Vlepki - bo street art to nie tylko murale i graffiti()

  • Pingback: Polski street art - zestawienie najlepszych rodzimych street artystów()

  • arkusz

    w roku 1960 Basquiat raczej nie mógł tworzyć swoich dzieł bo się dopiero urodził. i chyba jednak lepszym kandydatem do zestawienia z Banksym byłby Haring (o, był nawet starszy od Basquiata choć przeżył go prawie o 3 lata)

Your sidebar area is currently empty. Hurry up and add some widgets.